Rekolekcje adwentowe w czterech odsłonach

 

Rekolekcje adwentowe w czterech odsłonach

Miłosierdzie odmieniane przez osoby

29 listopada – Miłosierdzie i ja (tekst całości poniżej)
6 grudnia – Miłosierdzie i ty (tekst całości poniżej)
13 grudnia – Miłosierdzie i On (tekst całości poniżej)
20 grudnia – Miłosierdzie i my/wy/oni (tekst całości poniżej)

 

I nauka (mogą pojawić się błędy i „literówki” – przepraszam)

  1. Jest taka baśń…

Był sobie raz ubogi książę. Miał księstwo, maleńkie, lecz wystarczająco duże, by mógł się ożenić. A żenić się bardzo chciał… i rozpoczął procedurę przygotowawczą… książę zapakował w szkatułki dwie najcenniejsze rzeczy jakie posiadał, tj. kwiat przecudnie  pachnącej róży, który zakwitał tylko raz na pięć lat i słowika, który tak śpiewał jakby miał w gardziołku wszystkie najpiękniejsze melodie. To miała otrzymać córka cesarza. I tutaj zaczyna się akcja: Cesarz rozkazał przynieść szkatułki do wielkiej sali, gdzie bawiła się księżniczka z damami dworu. Gdy ta ujrzała szkatułki zaklaskała z radości.  – żeby to był kotek – zawołała.. ale jej oczom ukazała się róża – oh jak ładnie zrobiona – powiedziały damy dworu. Ale księżniczka dotknęła róży i była bliska płaczu – a fe papo – ona nie jest sztuczna, tylko prawdziwa!

– zanim zaczniemy się złościć zobaczmy co jest w drugiej szkatułce – uspakajał cesarz… i pokazano słowika który zaśpiewał przecudnie jak na zamówienia – przepięknie… przypomina pozytywkę…

– ale chyba nie jest prawdziwy? – spytała księżniczka… – tak, to prawdziwy ptak – odpowiedzieli słudzy którzy przenieśli prezenty… – a to niech sobie leci – i księżniczka nie zgodziła się na spotkanie z księciem… potem to już cała  historia która znamy pod tytułem Baśń o Świniopasie.

2. Tajemnica miłosierdzia…

Moi Kochani, rozpoczynając tegoroczny Adwent, zostajemy obdarowani dwoma szczególnymi darami: rozpoczynamy rok Jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski i za kilka dni rozpocznie się Rok Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Dwa wielkie tematy, które mają nie tyle towarzyszyć nam ale ukształtować naszą drogę z Panem Jezusem.

Tego typu tematom niestety towarzyszy pewne zagrożenie – stąd ten wstęp z baśni o Świniopasie – mianowicie łatwo jest potraktować je jako mało istotne hasła, pojawiające się na banerach reklamowych, ślizgające się po powierzchni naszej świadomości – właśnie dlatego że zupełnie nie odpowiadają naszym oczekiwaniom… jak u księżniczki chciała kotka albo zabawkę a otrzymała cenne i rzadkie piękno, które jednak domaga się odrobiny dojrzałości, aby mogło być docenione.

Stąd też chciałbym w tym roku zaproponować wspólną refleksję nad tajemnicą miłosierdzia… która będzie próbą poszukiwania odpowiedzi na pytanie, co znaczy owo tak silnie obecne w naszej kościelnej rzeczywistości wezwanie do MIŁOSIERDZIA. Dokument, w którym papież Franciszek, zapowiada Jubileusz miłosierdzia, wskazuje na kilka możliwych kierunków tej refleksji, między innymi  Papież pisze: Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. (i to życzenie Ojca św. chciałbym abyśmy spełnili w dwie kolejne niedziele Adwentu – II i III). Myślę że dobrze by było gdybyśmy w duchu bezpośredniego przygotowania do Bożego Narodzenia w IV niedziele adwentu zobaczyli konkrety naszych postaw, propozycji gdzie miłosierdzie można odkryć niejako w relacji do osób wokół nas. A dzisiaj chciałbym abyśmy zatrzymali się na pytaniu zasadniczym i fundamentalnym, próbując jasno określić o czym myślimy gdy odmieniamy przez wszystkie przypadki słowo MIŁOSIERDZIE.

We wspomnianym dokumencie papież Franciszek pisze: Potrzebujemy nieustannie kontemplować tę tajemnicę miłosierdzia. […] Miłosierdzie: to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie. […] Miłosierdzie: to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu.

Co to w gruncie rzeczy oznacza? Bóg wychodzi nam na spotkanie i …otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu. Wydaje się że przede wszystkim oznacza to potrzebę człowieka, który sam z siebie może niewiele i może coraz mniej. Tryumfalne przekonanie o nieograniczonej niczym zdolności człowieka do samorealizacji można już od dawna odłożyć do kartonika z pomysłami nierealnymi o co gorsza raczej naiwnymi. Popatrzmy szeroko na relacje społeczne, gdzie jeden drugiemu z zapałem skacze do gardła tylko dlatego że ma inne poglądy na taką czy inna sprawę, gdzie jeden przed drugim żyje w strachu bo za chwilę może się okazać jest śmiertelnym zagrożeniem, gdzie fundamentalne cnoty życia społecznego, takie jak solidarność, gościnność, zaufanie legły w gruzach bo samorealizujący się człowiek wymyślił sobie że wystarczy się tolerować żeby wszystko w społecznościach działało. Popatrzmy też na relacje bliższe, takie jak relacje rodzinne… w ilu przypadkach, bezrefleksyjne pragnienie osiągnięcia własnego sukcesu, bez patrzenia na pragnienia i potrzeby tych najbliższych staje się bezpośrednią przyczyną rozpadu małżeństw, cierpienia dzieci… mit o samowystarczalności człowieka jest bardziej nierealny niż opowieść o Świniopasie. I może to radykalne ujęcie rzeczywistości jednak jeżeli prawdą jest  że Potrzebujemy nieustannie kontemplować tę tajemnicę miłosierdzia… to właśnie dlatego że ratunkiem dla świata pozostaje odkrycie i uznanie prawdy że potrzebuję Zbawcy.

3. Sprawiedliwość – owocem miłosierdzia

Oczywiście wielkim nieporozumieniem byłoby, gdyby potrzebę MIŁOSIERDZIA pomylić z bezradnym szukaniem ratunku. Bo faktycznie wtedy łatwo byłoby zabłądzić w marksistowska wizję religii rozumianej jako opium dla ludu, albo postawę naiwnego zamykania oczu na rzeczywistość. Wtedy tez Bóg Miłosierny stawałby się czarodziejem który magiczną mocą ma zmienić zło w dobro, czarne w białe, smutek w radość. Jeżeli Miłosierdzie: to jest słowo, które objawia Przenajświętszą Trójcę. […] jest [ono] podstawowym prawem, które mieszka w sercu każdego człowieka, gdy patrzy on szczerymi oczami na swojego brata, którego spotyka na drodze życia. – jak chce Ojciec Święty, to koniecznie musimy zobaczy że ten wielki dar Pana Boga przynosi nam ważną konsekwencję: Owocem Miłosierdzia jest sprawiedliwość. Często wyobrażamy sobie mówiąc o miłosierdziu tylko pierwszy krok, ktoś upadł to go podnoszą, zbłądził to go odnajdują, zgrzeszył, zrobił źle to mu przebaczają. Jakże miłosierny jest Ten, który potrafi pomóc, podnieść, przebaczyć … ale trzeba też zobaczyć drugi krok. Po co rodzic podbiega do dziecka, które się ucząc chodzić, przewróciło się? Żeby podnieść, ale czy tylko czy nie ważniejszym celem jest to żeby mogło zrobić kilka kroków dalej. Oczywiście, prawie pewnym jest że to dziecko znowu upadnie, bo uczy się chodzić, ale jego upadek nie jest celem, celem jest aby stało na własnych nogach. Gdy Bóg w swej dobroci podbiega do człowieka, kocha go pomimo upadków, to przecież nie po to żeby ten człowiek mógł być sobie dalej zły, grzeszny i upadły, ale po to aby go podźwignąć i mimo wszystko że by zrobił kilka kroków dalej w sprawiedliwości.

Gdy mówię MIŁOSIERDZIE odkryć muszę Ojca który pragnie dobra dla swojego dziecka, który pragnie dla niego szczęścia, a nie tylko świętego spokoju. Tutaj dotykamy wielkiej tajemnicy chrztu do której przyjdzie nam jeszcze powrócić nie jeden raz.

księżniczka z baśni o Świniopasie nie zgodziła się na spotkanie z księciem bo była rozwydrzoną cesarską córką, która nie mogła zobaczyć piękna ofiarowanych jej darów, bo za głupia jeszcze była aby spoglądać dalej, poza drobne radości wynikające z zabawy sztucznym słowikiem… gdy otrzymujemy dar MIŁOSIERDZIA możemy czasami oczekiwać tylko drobnych radości wynikających z uspokojonych niepokojów a przecież otrzymujemy o wiele dalej idące zaproszenie – szansę aby żyć lepiej, prawdziwiej i szczęśliwiej.

Mam świadomość że nieco rozgrzebałem temat miłosierdzia i takim go dzisiaj zostawię, abyśmy za tydzień mogli pełniej zobaczyć konkretne propozycje Bożej miłości…

II nauka (mogą pojawić się błędy i „literówki” – przepraszam)

  1. W ostatnim odcinku…

Rozpoczęliśmy naszą refleksję nad miłosierdziem od próby zdefiniowania tego zadania, które w tym roku szczególnie przed nami stawia Zbawiciel, , najpierw jako  narzędzia zapobiegającego zatrzymywaniu się człowieka na egoistycznej samowystarczalności. A po wtóre, w miłosierdziu wskazywaliśmy jego najważniejszy owoc jakim jest sprawiedliwość, czyli wierność Bożemu powołaniu.

  1. Jest taka baśń…

Chciałbym dzisiaj również zacząć od baśni, jednej z moich ulubionych, do których często wracam… Baśni o pięciu groszkach: czterema pierwszymi nie będę się za bardzo zajmował, bo ich losy nie są zbyt ciekawe, natomiast piąty groszek, zawędrował jeżeli nie najdalej, to przynajmniej najwyżej, gdy podobnie jak jego bracia został wystrzelony z procy i upadł do wyścielonego mchem, zacisznego korytka pod maleńkim oknem na poddaszu. Za oknem tym, w małym pokoiku mieszkał wdowa, która była tak uboga, że jak zauważa Andersen, nawet Pan Bóg się z nią podzielił i zabrał do siebie jedną z dwu jej córek, a drugą jej pozostawił. Ale nawet ta, która pozostała, była chorowita i nigdy nie opuszała małego pokoiku,  całym jej światem był widok z okna. … ziarnko zaś, jak wszystkie ziarnka na świecie gdy zwilgotniało, pękło, wypuściło zielony pęd… gdy dziewczynka zauważyła roślinę prosiła, aby przesunąć jej łóżko do okna… miała swój mały ogródek… po jakimś czasie groch podparto kijkiem, a on oplatał ramę okna i wreszcie w cieple słońca zakwitł biało czerwonym kwiatem… wszystko kończy się rzadko spotykanym u Andersena happy endem: dziewczyna stała przy oknie z promiennymi oczami i zdrowym rumieńcem na policzkach; otoczyła delikatnymi rękoma kwiat groszku i dziękowała za niego Bogu.

  1. Uczynki miłosierdzia względem ciała…

Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała… co ma wspólnego miłosierdzie z ziarnkiem grochu? Wydaje się, że sporo… głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, chorych nawiedzać, więźniów pocieszać, umarłych pogrzebać to wszystko to sytuacje, które pojawiają się, wydawać by się mogło niespodzianie, wobec których zostajemy postawieni bez przygotowania. I chyba jest to pierwsza ważna cecha miłosierdzia, którego przejawy mamy rozważyć. (bo przecież mówiąc o uczynkach miłosierdzia nie myślimy o imprezie rodzinnej przygotowywanej od roku, podczas której również przyjmujemy gości, czy też pocieszenie więźniów nie ma prowadzić do zlekceważenia ich odpowiedzialności za popełnione czyny i sprawiedliwej kary). Głód, pragnienie, bezdomność… to nieszczęścia którym trzeba zaradzić i ewangeliczna nauka pokazuje je nam w kontekście celu do osiągnięcia.  Rozwiązania zazwyczaj pojawiają się na dwóch drogach: indywidualnej, gdzie dotykam problemu i mam na niego odpowiedzieć i drodze systemowej, której zadaniem jest bardziej zapobieganie powstawaniu takiego nieszczęścia jak głód, bezdomność czy samotność. Oczywiście przed nami najczęściej otwiera się ta pierwsza, indywidualna droga chociażby ze względu na możliwości jakimi dysponujemy.

A zatem to Jezusowe zaproszenie, rozpisane w uczynkach miłosierdzia względem ciała, staje się wezwaniem do konkretnych postaw, takich które mają nieść nadzieję, umożliwić przemianę, mówiąc prościej dać szansę na poprawę życia, tam gdzie brak tego wszystkiego. I w tym kontekście nie ma zbyt wiele sensu w teoretycznych dyskusjach, którym nie ukrywam też często się oddaję, na temat czy należy wspomagać na ulicy proszących, dawać żebrakom po kilka groszy czy też nie… bo wszystko pozostaje w sferze mojej oceny, czy faktycznie ta jałmużna będzie poratowaniem w nieszczęściu i jakie są moje możliwości. Zilustruję to najbliższym przykładem. To jest tak jak z ewentualną pomocą dla pań z dziećmi siedzącymi pod naszym kościołem i oczekującymi wsparcia pieniężnego (jakkolwiek litości by nie budziły zwłaszcza te dzieci). Jedzenia nie potrzebują, bo konsekwentnie odmawiają ciepłego posiłku, na zatrudnienie na etacie kilku osób mnie nie stać a zatem nie mam możliwości, ale też to jest konkretna sytuacja nie może być podstawą do stworzenia ogólnej zasady niepomagania.

Nie chciałby zatrzymywać się w tej refleksji tylko nad kwestią najprostszych działań charytatywnych, choć w żadnym wypadku nie chce też umniejszać znaczenia wszystkich podejmowanych wysiłków. Niezmiennie też będziemy w parafii kontynuowali dzieła charytatywne, typu zbiorki żywności dla potrzebujących, pomoc szkolna, półkolonie itp.,  bo ten konkret działania również stanowi istotny element miłosierdzia – małe, konkretne dzieła zbierane w wielką pomoc drugiemu… jak ten nic nie znaczący groszek, który w baśni przyniósł nadzieję na życie.

Jednakże za owym konkretem pomocy, za każdym małym dziełem, wspierającym potrzeby bliźniego kryje się bardzo istotne pytanie o motywację. Bowiem bardzo łatwo pomieszać odpowiedź na wezwanie: bądźcie miłosierni, z postulatem: zaspakajajcie potrzeby. To drugie jest częstą pokusą, żeby dzieła miłosierdzia zamieniać na ochłapy typu: ofiaruję rzeczy, które i tak musze wyrzucić po zmarłym krewnym… żeby się nie zmarnowały – oczywiście lepiej wykorzystać niż wyrzucić, ale nie nazywajmy sprzątania i ewentualnie oszczędności – miłosierdziem. Miłosierdzie domaga się miłości, domaga się rozpoznania prawdy, że jego autentycznym źródłem jest Boża miłość a nie moja przemyślność. Nie istnieje miłosierdzie bez bezinteresowności.  To dopiero wtedy nie ulegniemy pokusie koncentrowania się na działaniu, ważny będzie cały człowiek a nie jego doraźne potrzeby.

  1. Chrzest źródłem miłosierdzia…

I nie sposób tutaj nie odwołać się do tego wydarzenia, które dla każdego z nas stało się pierwszym obdarowaniem. Myślę o sakramencie chrztu (oczywiście nie w kontekście 1050-letniej historii), ale o tym wydarzeniu które było początkiem naszej osobistej drogi z Jezusem. To właśnie ten dar zapoczątkował w nas życie Boże… zdaję sobie sprawę że trudno to sobie wyobrazić, gdy urodziło się chrześcijaninem i wychowało w kulturze w swoich założeniach chrześcijańskiej ale spróbujmy, bo to ważne… spróbujmy sobie wyobrazić sytuację gdy nie mamy do kogo się zwrócić w chwili bólu, straty, cierpienia – nie wiem do kogo się modlić bo jestem poza relacją z Panem Bogiem… wyobraźmy sobie sytuację gdy nie mam gdzie udać się po przebaczenie ewentualnego zła które popełniłem… nie ma dla mnie, Tego który udziela mi swej miłości… całe szczęście sytuacja niewyobrażalna…  jednak to właśnie taka pewność, obecności Kogoś kto pierwszy pokochał jest konsekwencją chrztu, nawet jeżeli właściwie w wielu momentach życia tą pewnością nie żyjemy.

Powalająca intuicja baśniopisarza, który każe dziewczynie z baśni o groszkach, dziękować Panu Bogu za znak nadziei, który ją uleczył: otoczyła delikatnymi rękoma kwiat groszku i dziękowała za niego Bogu. To Boża miłość nadaje znaczenie moim gestom, przemienia dobroć w miłosierdzie, działania społecznie użyteczne w drogę zbawienia; jak w andersenowskiej baśni pozwala zaowocować często pozornie przypadkowemu i małemu dobru – tyle że nie rumieńcem zdrowia, ale nadzieją która przynosi prawdziwe życie.

To tutaj znajdziemy wyjaśnienie dlaczego w Piśmie Świętym jałmużnie, dziełom miłosierdzia właśnie, przypisuje się moc gładzenia grzechów – jeśli są praktycznym zastosowaniem miłości pochodzącej od Boga – na ziemi czynią widoczną tę miłość w imię której słyszymy między innymi w konfesjonale: i ja odpuszczam tobie grzechy…

W tym miejscu odkrywamy też połączenie między uczynkami miłosierdzia wobec ciała i uczynkami miłosierdzia wobec dusz… ale o tym to już jak Pan Bóg pozwoli w następną niedzielę.

III nauka (mogą pojawić się błędy i „literówki” – przepraszam)

  1. W poprzednich częściach …

Rozpoczęliśmy naszą refleksję nad miłosierdziem od próby jego zdefiniowania wskazując najważniejszy owoc jakim jest sprawiedliwość, czyli wierność Bożemu powołaniu.

W ubiegłym tygodniu zatrzymaliśmy się nad uczynkami miłosierdzia wobec ciała, widzianymi jako narzędzia, urzeczywistniania miłości. Narzędzia, które mają realizować konkretny cel: wydobywać człowieka z nieszczęścia. Dziełom miłosierdzia nadaje prawdziwy sens Miłość Boga i Jego wyjście do człowieka w sakramencie chrztu…

  1. Jest taka baśń…

A dzisiaj, baśń od której chciałbym zacząć jest tak znana i wpisana w kulturową świadomość, że trudno ją nawet opowiadać, wystarczy przypomnieć sobie księżniczkę, która wczesnym rankiem schodzi ze stosu pierzyn i poduch całkowicie niewyspana i umęczona za przyczyną jednego ziarnka, ale witana okrzykami zachwytu zakochanego już księcia i przyszłej teściowej, nie licząc reszty dworu, bowiem przeszła test na autentyczność, wykazując wrażliwość godną krwi królewskiej… baśń o wrażliwości właśnie, i jak to w baśniach bywa delikatne muśnięcie rzeczywistości, ograniczenie do obrazu wrażliwego ciała, które nie mogło wypocząć bo drobne ziarnko uciskało i męczyło, prowadzi nas do odkrycia o wiele bardziej uniwersalnego…

  1. Chrzest źródłem miłosierdzia…

Bo jeżeli brać na poważnie to co próbowałem powiedzieć ostatnio nawiązując do tajemnicy chrztu – a na kazaniach staram się nie mówić rzeczy niepoważnych – to konsekwentnie musimy odkrywać, że zostaliśmy zaproszeni na królewski dwór Boga samego, nie w charakterze kuchcików i pomywaczy, ale jako pełnoprawni dziedzice, dzieci – być dzieckiem Boga – to nie figura retoryczna używana dla urozmaicenia narracji liturgii… darem Boga zatem dla każdego kto przyjmuje tę jedyną w swoim rodzaju więź między Stwórcą a Jego stworzeniem, jest wrażliwość właśnie, która jednocześnie sprawdza autentyzm królewskiej, Bożej krwi.

Proszę zwrócić uwagę, że gdy dokona się już gest obmycia (polania głowy wodą chrztu) w trzech znakach wyjaśniane są skutki tego sakramentu: najpierw namaszczenie Krzyżmem – olejem służącym między innymi też przy święceniach kapłańskich. Oznacza ono obdarzenie chrześcijanina przywilejami – jako chrześcijanin mam przywilej zwracania się do Pana Boga, mogę modlić się do Niego, więcej mam przywilej poznania Jego woli, poznania czego Pan Bóg ode mnie chce. I wreszcie przywilej kochania – w zeszłym tygodniu mówiliśmy że nasze działania mają sens bo Pan Bóg nas pierwszy pokochał – dzisiaj dodajmy, uczy nas kochać, pozwalać kochać, pozwala mieć udział w tym, że On sam jest Miłością. To oznacza namaszczenie – jak wielką godność Bóg nadaje człowiekowi, to co kiedyś zarezerwowane było dla jednostek, oddaje w ręce każdego, kto z Nim się wiąże.

Potem znak biały szaty – symbol niewinności i świętości, chrzest uwalnia nas od grzechu pierworodnego (gdy chrzczony jest dorosły, który miał nieszczęście popełnić grzechy uczynkowe, również te są gładzone wodą chrztu), innymi słowy zaprasza do życia świętego, niegdyś chrześcijanie ośmielali się o sobie i do siebie mówić Święci którzy są w Kościele… dzisiaj gdyby ktoś powiedział święci którzy są w kościele na Fredry… to zaczęlibyśmy rozglądać się wokół – gdzie  oni są?… a przecież to każdy z nas przez chrzest w świętość został wprowadzony (inna sprawa co z nią porobiliśmy)

I wreszcie znak zapalonej świecyświatło Chrystusa – znak obecności w życiu prawdziwego Boga. Tak jak blask świecy mimo ,że często nie rozproszy mroku w całości, ale zapalona świeca w ciemności nie pozwala pobłądzić, przyciąga do siebie, wyznacza kierunek. Wchodząc w relację z Chrystusem nie jesteśmy uwolnieni od wszelkiego niebezpieczeństwa, ochronieni przed trudami i cierpieniami… ale nie możemy pobłądzić tak długo jak podtrzymujemy ów blask w życiu…

Królewskiej krwi jesteśmy i dlatego tym bardziej zobowiązujące są słowa, które kolejny raz zacytuję:

  1. Uczynki miłosierdzia względem duszy….

Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ducha…

Bowiem baśń o księżniczce mogłaby mieć alternatywne zakończenie: księżniczka gdzieś o północy, zmęczona niewygodą, mogłaby zejść ze stosu pierzyn, poszukać nieszczęsnego ziarnka i wyrzucić je przez okno… a rakiem wstała by świeżutka, różowiutka i wypoczęta… tyle że książę a jeszcze bardziej niedoszła teściowa nie rozpoznaliby w wyspanej księżniczce ani odrobiny z jej autentyczności… dar wrażliwości stanowi zobowiązanie, z którego nie da się bezkarnie zrezygnować. Boża, chrystusowa wrażliwość ochrzczonego, stawia go wobec tego świata, wobec drugiego człowieka w postawie odpowiedzialności. Narzuca się wręcz filozoficzna powiastka Saint-Exupery, gdzie słynny lis na pytanie Małego Księcia odpowiada na pytanie o oswojenie: «Jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie […]a gdy wyjaśnił mu także konsekwencje tego oswojenia, odkrył tajemnicę prawdziwych więzi: nie wolno ci o tym zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to co oswoiłeś». Fakt, że podejmujemy godność chrześcijanina czyni nas odpowiedzialnymi za zbawienie tego świata. Wrażliwość, jeśli jest, nie pozwala nam nie reagować na błędne drogi i decyzje tych, którzy są obok nas, powierzeni na różne sposoby naszej odpowiedzialności. Nie jest to chrześcijańskie stwierdzenie: jest dorosły musi wiedzieć co robi… oczywiście każdy dorosły sam ponosi konsekwencje swych decyzji, ale powinien móc liczyć na dobrą radę, pouczenie, nawet napomnienie (chociaż prawie zawsze na to będzie się oburzał). Ileż mniej byłoby dramatów i nieszczęść gdyby stojący obok: rodzice, współmałżonkowie, rodzeństwo czasami szczerzy sąsiedzi nie biadolili, a co gorsza nie obgadywali po kątach, tylko zareagowali wprost – nie zniknęłyby nieszczęścia, ale byłoby ich mniej – Wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzesznych napominać…

Gdy na naszych drogach napotykamy biedę i materialne braki, to wbrew modnym ostatnio narzekaniom, zazwyczaj znajduje się wielu chętnych i dobrych ludzi, którzy podzielą się tym co mają (najlepszym świadectwem są chociażby zbiórki na potrzebujących w szczególnych sytuacjach gdzie w naszej małej parafii zbieramy zawsze grubo ponad 2000), nie brak dobroci zazwyczaj jest problemem, gorzej gdy pod dobrocią trzeba poszukać własnego serca w relacji do tych, którzy naszych pieniędzy nie potrzebują, ale chcieliby wreszcie usłyszeć że są kochani, że przebaczono im zło, które mieli nieszczęście popełnić, że przechodzi się ponad ich błędami bo naprawdę żałują, bo się poprawili, bo ich największym zmartwieniem jest, że ciągle za nimi wlecze się przeszłość kłamstwa, zdrady, nieuczciwości nieprzemyślanych słów i decyzji…. strapionych pocieszać, urazy chętnie darować, krzywdy cierpliwie znosić… tego kołatania do naszej wrażliwości nie możemy przykryć tonami żywności dla ubogich…

I wreszcie coś co w naszej tradycji staje się czasami trochę sloganem: modlić się za żywych i umarłych… bo jeżeli mam zaszczyt cieszyć się przywilejem bliskości Boga, to nie mam prawa zatrzymywać go tylko dla siebie… pouczyć, napomnieć, nawet przebaczyć i pocieszyć będzie niczym, gdy tych których oswoiliśmy, a więc za których staliśmy się odpowiedzialni nie zaniesiemy przed oblicze Króla, nie oddamy w ręce Tego, który jedyny może ich uczynić szczęśliwymi… ilu jest ludzi, o których jeszcze nigdy nie powiedzieliśmy Bogu, że odegrali w naszym życiu jakąś rolę: tych których tutaj kochamy, ale też tych, którzy nam na nerwach grają… modlić się za żywych i umarłych

Te uczynki miłosierdzia względem duszy trochę brzmią jak rachunek sumienia, i w pewnym sensie są nim, ale rachunek sumienia zawsze jest po to, aby w konsekwencji autentycznie móc powtarzać Gaudete – Radujcie się … ale o tym najistotniejszym geście miłosierdzia, to może jak się uda za tydzień…

IV nauka (mogą pojawić się błędy i „literówki” – przepraszam)

  1. Jest taka baśń…

Czytając tym razem braci Grimm i ich baśnie, zastanawiałem się czasami dlaczego dobra i piękna dziewczyna, która zrządzeniem nieszczęśliwego losu wylądowała w popiele i przez zrzędliwą macochę oraz złośliwe przyrodnie siostry obdarzona została dźwięcznym, ale mało pochlebnym przezwiskiem Kopciuszka, potrzebowała złotych pantofelków, balowej sukni, karety powstałej na potrzeby chwili ze zwykłego korbola, żeby książę mógł ją zauważyć… dlaczego nie wystarczyła jej dobroć i piękno? – tzn. to co miała wrodzone, co do niej bezwzględnie należało. I jeżeli faktycznie tak jest, że baśnie opisują ludzką kondycję, to trzeba zauważyć, że Kopciuszek naprawdę potrzebował tych znaków, aby osiągnąć swoje baśniowe szczęście… więcej książę, który z uporem maniaka poszukiwał swej wyśnionej miłości od pierwszego wejrzenia, również bez znaku pantofelka nie mógłby osiągnąć celu, co gorzej najprawdopodobniej uznałby za swoją prawdziwą miłość przypadkową dziewuchę, która byłaby w stanie wmówić mu, że to z nią właśnie przetańczył całą noc….

Kopciuszek to baśń o znakach, które każdemu są potrzebne żeby móc w pełni rozpoznać swoje życie, żeby dowiedzieć się co jest w tym życiu prawdziwe, ważne i istotne…

  1. W poprzednich częściach …

Gdy w poprzednich odsłonach tegorocznych rozważań, przyglądaliśmy się definicji miłosierdzia i sprawiedliwości, gdy rozważaliśmy znaczenie uczynków miłosierdzia wobec ciała i wobec duszy wskazując na to, że są narzędziami, które czynią miłość prawdziwą i realną, a także stanowią wyraz prawdziwie chrześcijańskiej, królewskiej, boskiej wrażliwości, w gruncie rzeczy mówiliśmy o znakach koniecznych do rozpoznania daru miłosierdzia, którego doznajemy i jednocześnie, którego jesteśmy uczeni, aby móc realizować je w naszej codzienności…

Gdy dzisiaj, na końcu Adwentu, słyszymy słowa proroka:

A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, W gruncie rzeczy, zostajemy skonfrontowani ze znakiem najważniejszym – przychodzi Ten, który kształtuje nasze życie – i nie jest to przenośnia.

  1. Chrzest niesie wybaczenie…

Jezus przychodzący na świat, stający się jednym z nas, rodzący się w historii człowieka przemienia życie każdego, zarówno tych, którzy w swej otwartości przyjmują Jego obecność, ale także tych którzy ją lekceważą czy nawet negują. Wcielenie Boga nic nie pozostawiło bez zmiany. Staje się znakiem nowego życia, bez którego nie można do końca odkryć kim się jest, co więcej bez znaku Jezusa nie jesteśmy czytelni dla innych… to już nie złote pantofelki i inne baśniowe dyrdymały … ale znak obecności Jezusa w moim życiu. Jeden ze współczesnych teologów pisał:

Betlejem Judzkim jesteśmy my, w nas chce się rodzić Jezus. Nie narodził się w centrum ówczesnego świata – w Rzymie, ale na peryferiach, w miejscu bez znaczenia. Do takiego człowieka On przychodzi, […] Bóg przychodzi w to, co w nas najmniejsze, w to, w czym byśmy się nie spodziewali Go spotkać. Przychodzi w to, co jest naznaczone słabością, grzechem i niemocą. Przychodzi w historii nie tej wielkiej, potężnej, ale w historii człowieka słabego, sponiewieranego; tam gdzie jest margines naszego życia, co w nas jest najbardziej niegodne. W konsekwencji więc najwięcej Bożego Narodzenia będzie w sakramencie pojednania

W ten sakrament właśnie zostaliśmy wpisani od samego początku, już w chrzcie świętym znak obmycia wodą prowadzi bezpośrednio do tej myśli pełnej nadziei – człowiek zostaje oczyszczony, obmyty, uczyniony nowym… kiedyś w liturgii widać to było o wiele wyraźniej, gdy chrzczony wchodził cały do wody, zanurzał się i wychodził z niej obmyty – nowo narodzony. Dla życia chrześcijańskiego ten znak jest najważniejszy, bo bez niego nie stajemy się dziećmi Boga, ale też to ten znak pozwala abyśmy mogli być rozpoznani, żeby nikt nie pomylił oryginalnego chrześcijaństwa z jego oszukańczymi podróbkami. I brzmi to trochę idealistycznie, bo wiemy doskonale, że w realnym życiu, dokładnie jak w baśniach, nie ma idealnych sytuacji – Kopciuszek potrzebuje dosadnej przemiany, potrzebuje znaków swej dobroci i piękna – chrześcijanin potrzebuje znaków nawrócenia. To dlatego obok wody chrztu, jak pisali Ojcowie Kościoła z pierwszych wieków po Chrystusie, istnieje również woda łez żalu, która czyni człowieka nowym w sakramencie pojednania. – to z kolei jest ten najistotniejszy gest miłosierdzia, o którym wspominałem w ubiegłym tygodniu. Człowiek może rozpoznać prawdę o sobie, zobaczyć co w nim jest dobre, udane, co jest zwycięstwem… a jednocześnie odkryć gdzie jeszcze nie dorasta do zadań stawianych mu przez Pana. Spowiedź, ze swymi pięcioma warunkami, to moment gdzie przestaje nam odpowiadać siedzenie w popiele, zwykła szara codzienność (to rachunek sumienia, żal za grzechy), gdzie autentycznie wyrywam się z marazmu i zaczynam marzyć o świetlanej przyszłości (postanowienie poprawy), gdzie wreszcie przyjmuję znaki zwycięstwa, buntuję się przeciw bylejakości, mówię stanowcze NIE temu wszystkiemu co zakrywa moje prawdziwe powołanie (to wyznanie grzechów, znak rozgrzeszenia, pokuta i zadośćuczynienie)… Dobra spowiedź to czas odkrycia że jestem podobny do Boga i że wolą Boga dla mojego życia jest, abym to podobieństwo z dumą obnosił… żebym mógł być rozpoznany przez Króla królów.

  1. Miłosierdzie odmieniane przez osoby….

Ten znak miłosierdzia w pełni otwiera przed nami drogę MIŁOŚCI – i dlatego to miłosierdzie, jak żaden inny rzeczownik, odmienia się przez osoby. Bowiem najpierw dotyka mnie samego, miłosierdzie i ja, bo Bóg nie przychodzi inaczej jak tylko osobiście – ja jestem dla niego ważny. Dotknięty Bożą łaską, nawrócony, a może czasami tylko dobrze wyspowiadany, mogę zauważyć że obok mnie stoi ten drugi, do którego Pan Bóg mnie posyła, miłosierdzie i ty, bo Pan Bóg dał mi dwie ręce do pracy dla ciebie, dał mi oczy abym cię zobaczył, dał mi uszy abym cię wysłuchał, dał mi usta bym cię pocieszył, pouczył, napomniał.  Wszystko po to, aby odkryć jak dobry jest Bóg, jak prawdziwie jest on MIŁOŚCIĄ, miłosierdzie i On, bo tylko w Nim zaznać możemy prawdziwego spokoju, tylko w ramionach Boga, odkryjemy że nie dla bycia Kopciuszkiem zostaliśmy stworzeni, że tyko w oczach Boga znajdziemy obraz prawdziwej miłości. I gdy tak odmieniać miłosierdzie przez osoby, to dostrzeżemy że na tej drodze, dotknięci Bożą miłością idą inni, o których dawno nie mówiliśmy jak o siostrach i braciach, miłosierdzie i my, bo być w Kościele to przede wszystkim wiedzieć że nie jestem sam, że miłość Boga i miłość do Boga to nie moja indywidualna fanaberia, że wielu jest takich, dla których miłosierdzie to nie puste hasło. I w konsekwencji waśnie dlatego, że jesteśmy razem w Kościele, możemy również powtarzać: miłosierdzie i wy i oni, mówiąc o Bożej łasce dla każdego, dosłownie dla każdego, kogo Bóg będzie stawiał na naszej drodze. Nie mamy być dla nikogo ani sędziami, ani wzorami,  ani nauczycielami… obyśmy stawali się świadkami Boga, która stawia wymagające zadania i z miłością wspiera każdy krok ku świętości, bo

Gdy będziesz pamiętał, że Pan Bóg ciebie kocha, to będziesz święty

Gdy będziesz pamiętał,  że Pan Bóg ciebie bardzo kocha, to będziesz bardzo święty.

I żeby nie kończyć tych adwentowych rozważań sentencją, to chciałby abyście Państwo zapamiętali tę jedną informację: spowiadamy od poniedziałku – środy, rano od 7.00 – do końca Mszy św. i wieczorem od 16.30 – 19.00 – nie pamiętam żeby przy tych konfesjonałach zabrakło miejsca dla kogokolwiek. Amen

Żywy Różaniec Małżonków i Rodziców

Żywy Różaniec Małżonków i Rodziców – ZASADY

  • Żywy Różanie małżonków i rodziców jest wzorowany na idei wspólnot Żywego Różańca. Ma stać się odpowiedzią modlitewną na wielką potrzebę wsparcie dla małżonków i całych rodzin. Odmawiając jedną dziesiątkę różańca (wyznaczoną na dany miesiąc) mamy udział w łaskach związanych z odmówieniem całego różańca, bowiem pozostałe dziesiątki odmawiają pozostali członkowie danej Róży (tak tradycyjnie nazywa się całą grupę odmawiającą wszystkie tajemnice różańcowe).
  • Podejmując modlitwę, bierzemy w pewien sposób pod opiekę duchową, tych którzy modlą się w tej samej Róży (grupie odmawiających różaniec), a zatem innych małżonków i ich dzieci. Tym samym zdobywamy pewność, że i my, w naszym wołaniu do Boga, nie pozostajemy sami.
  • Przystępując do Żywego Różańca Małżonków i Rodziców (pojedyncza osoba lub para małżeńska) zobowiązuje się do odmawiania jednej dziesiątki różańca – tajemnica zostanie wyznaczona z chwilą stworzenia Róży i co miesiąc zmienia się ją na kolejną.
  • Odmawiać można różaniec indywidualnie lub w parze małżeńskiej (zgodnie z deklaracją na odwrocie).
  • Podaje się również imię współmałżonka lub dzieci, w intencji których odmawiany będzie różaniec (szczegółowa intencja może zostać podana podczas Mszy św. w I sobotę miesiąca o godz. 18.00, na którą są zaproszeni wszyscy uczestnicy Żywego Różańca małżonków i rodziców, jeżeli czas im będzie pozwalał).
  • Zobowiązanie takie podejmujemy na rok (od chwili wstąpienia), potem można je odnowić i kontynuować modlitwę.

ZGŁOSZENIA

NA ADRES: parafia@fredry.pl

podając: Imię i Nazwisko modlącego (lub modlących się )

imiona za których odmawiany będzie różaniec

tworząc różę „internetową” każdy z modlących się otrzyma tajemnicę różańca od któej zaczyna