Rekolekcje adwentowe w czterech odsłonach

Rekolekcje adwentowe w czterech odsłonach

KOŚCIÓŁ NASZM DOMEM

27 listopada – KOŚCIÓŁ NASZYM DOMEM (tekst poniżej)
4 grudnia – Tylko Święty Kościół może być naszym domem (tekst poniżej)
11 grudnia – W powszechnym Kościele znajdzie się miejsce dla każdego (tekst poniżej)
18 grudnia – Zamieszkałem w Kościele Apostolskim (tekst poniżej)

27 listopada- KOŚCIÓŁ NASZYM DOMEM (za ewentualne literówki przepraszam)

  1. Adwent to czas szczególny, choć powtarzany każdego roku jak niepokojący refren, podobny do refrenu dzisiejszego psalmu: Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie. To czas, w którym z jednej strony proponuje nam liturgia przypomnienie o konieczności przygotowania się na spotkanie z Chrystusem, przygotowania swego życia na rzeczy ostateczne, a z drugiej strony rozpoczynamy coś nowego, kolejny krok duchowego życia, kolejny rok liturgiczny. Jedno i drugie z nadzieją, że tym razem uda się lepiej, że będziemy na kolejnym etapie życia bardziej udani, bliżsi Panu Bogu, szczęśliwsi a więc bardziej błogosławieni… Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie.

Dlatego też chciałbym w tym roku zaproponować na czas Adwentu wspólną drogę, abyśmy w czasie naszych niedzielnych spotkań spróbowali zobaczyć wyraźniej czego Pan Bóg od nas oczekuje, co proponuje u progu tego nowego czasu. Tym bardziej, że ten rok liturgiczny przeżywać będziemy pod hasłem KOŚCIÓŁ NASZYM DOMEM, a nie chciałbym, aby te słowa pozostały tylko reklamowym sloganem, który ładnie wygląda na plakatach. Niedobrze by było gdybyśmy nie podjęli dziś wysiłku poszukania odpowiedzi na pytanie: Co to znaczy, że zamieszkałem w Kościele? A może czasami, aby dopiero zadać sobie pytanie:  Co zrobić, aby w Kościele zamieszkać?  Czas Adwentu jest dobrym czasem, aby drogę ku Bogu przemierzać wspólnie, choć kawałek.

Jeden Kościół może stać się naszym domem.

  1. Szczególnie dzisiaj, gdy tak często słowo kościół bywa odmieniane w najróżniejszych konfiguracjach, nierzadko w bardzo negatywnym świetle, powinniśmy chyba zastanowić się wspólnie co to znaczy kościół i dlaczego w ogóle mogła pojawić się taka dziwna myśl, że właśnie to Kościół ma być naszym domem?

W myśleniu o  Kościele, muszę przyznać, był mi bardzo pomocny obraz dla dzieci używany na katechezie, choć pochodzący z nauki pierwszych wieków chrześcijaństwa a właściwie z Pisma Świętego – listu św. Piotra:  na którym wyobrażano rzeczywistość Kościoła w postaci budynku zbudowanego z cegieł i kamieni – każdym z tych kamieni  jest ochrzczony człowiek, tworzący ową strukturę, związany z nią jak tylko cegła zawiązana może być z murem –  Prosty obraz, który pokazuje, że nie tracąc nic ze swej oryginalności, pozostając samym sobą (bo przecież każdy kamień w murze pozostaje tym samym kamieniem) tworzy się zupełnie nową rzeczywistość. To stwierdzenie poraża swoją banalnością a jednocześnie przypomina niezwykle drażniące dzisiaj pytanie o własne miejsce w tej rzeczywistości. Bo czas Adwentu to czas, w którym każdemu, kto tworzy ów kościelny gmach, zostaje przypomniane, że jest na swój sposób niezastąpiony – bo w wyznaniu wiary gdy mówimy o Kościele to na pierwszym miejscy wyznajemy ze jest JEDEN.

  1. Gdy myślę o Kościele to najpierw myślę o nim jako o jednej wspólnocie różnych ludzi, ale wspólnocie która próbuje mówić o sobie z perspektywy MY. To znaczy, że każdy pamiętając o swoich sprawach, własnych troskach, o własnym życiu ma świadomość że sprawy, troski, życie tego który jest obok nie są mu obojętne. I nie chodzi tutaj o wścibskie wchodzenie w życie innych ale o świadomość że to co piękne i dobre – wypracowane z wielkim trudem przez kogoś – może stać się moim udziałem, może nadać blasku także mojemu życiu – ale także że to co u innych jest złe, nieudane a nawet grzeszne to również moja odpowiedzialność, bo sprawia że również wokół nastaje ciemność. Innymi słowy, że nie mogę odgrodzić się od tych, których Pan Bóg postawił obok mnie, takim prostym i często powtarzanym sloganem:  są dorośli, wiedza co robią, a każdy jest panem swego losu, inaczej mówiąc niech sobie robią co chcą – nie w Kościele,  bo tutaj jeżeli komuś uda się uczynić dobro to znaczy że to dobro promieniuje z Kościoła… niestety ten mechanizm widać wyraźniej na złych przykładach: pewnie każdy przynajmniej kilka razy już zauważył że jeżeli jakieś zło zdołano utożsamić z katolikiem to natychmiast w najróżniejszych komentarzach pojawia się uwaga że to kościół tak robi… i to niestety jest prawda, nie odpowiadamy osobiście za czyny pana X czy księdza Y, ale dotykają one każdego z nas … i w dobru i w złu. W tym miejscu tak bardzo a propos pozostaje adwentowe wołanie dzisiejszej Ewangelii: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie.
  2. To nie przypadek, że mówimy o Kościele jako domu bo to właśnie w takiej domowej perspektywie widać najlepiej o co chodzi z tym naszym byciem w Kościele – spokój i szczęście małżonków promieniuje na dzieci, kłopoty z dziećmi dotykają relacji rodziców. Jedność rodziny sprawia że nic co się w niej dzieje nie jest obojętne. Czasami, niektórzy twierdzą że z miłości do najbliższych będą ukrywali swoje kłopoty, niepowodzenia w pacy, czy też nawet to że w danym momencie nie są szczęśliwi… taka postawa męczennika – cierpię za wszystkich… nic bardziej złudnego i niebezpiecznego… w tym systemie naczyń połączonych, i w dodatku naczyń połączonych na zawsze, każde doświadczenie dotyka innych.
  3. Właśnie z tego powodu tylko JEDEN KOŚCIÓŁ stajać się może moim domem – mówię warunkowo, bo nie dzieje się tak z automatu – oczywiście pierwszym warunkiem budowania tego domu jest sakrament chrztu, ale ten znak łaski czyniąc mnie częścią Kościoła, częścią której nie można już usunąć, ani też sama się nie może usunąć, jednak nie sprawia, że przenika mnie domowa atmosfera. To pozostaje zaproszeniem dla mojej osobistej decyzji, aby uznać za ważnych tych ludzi, którzy obok mnie wyznają tę samą wiarę i pozwolić, aby samemu być dla nich ważnym… w praktyce to decyzja o odrobinie gorliwości w moim byciu w tej wspólnocie, gorliwości która nie ma przekraczać osobistych możliwości i umiejętności: bo przecież od zawsze we wspólnocie Kościoła byli tacy którzy angażowali cały swój czas i tacy, którzy mogli oddać tylko kilka chwil, są tacy, którzy ofiarowali życie za innych i są tacy, którzy dzisiaj mogą tylko krótko westchnąć w modlitwie… istotne jest że to zaangażowanie jest gorliwe, odpowiedzialne, a nie wynika z małoduszności, lenistwa czy lekceważenia. Ważne jest jednym słowem JAK W KOŚCIELE JESTEM A NIE ILE JESTEM OBECNY. Dlatego też każdego roku powracamy do czasu Adwentu, aby przypomnieć sobie o konieczności powracania do jednego Kościoła w którym odnajduję drogę do Boga.
  4. Ale o tej autentycznej gorliwości chrześcijanina, kilka słów powiemy sobie, jak Pan Bóg pozwoli, w przyszłym tygodniu gdy pochylimy się nad prawdą wyznania wiary o KOŚCIELE ŚWIETYM bo to tylko taki Kościół jest autentycznie naszym domem.

4 grudnia – Tylko Święty Kościół może być naszym domem KOŚCIÓŁ NASZYM DOMEM (za ewentualne literówki przepraszam)

Rozpoczynając naszą adwentową refleksję nad tajemnicą Kościoła, próbowaliśmy w ubiegłym tygodniu zobaczyć go jako dom, który zaprasza do zaangażowania się w jedność. Wierzymy i włączeni zostaliśmy w Kościół, który jest JEDEN, a zatem jeżeli chcemy na poważnie o nim mówić to tylko z perspektywy my – innymi słowy nie istnieje, albo nie interesuje nikogo jakiś kościół, a tylko i wyłącznie Kościół Jezusa Chrystusa, o którym mogę powiedzieć mój. Tak bardzo osobiście, jak zapisała niegdyś św. Urszula Ledóchowska: Kościele święty, katolicki – KOCHAM CIEBIE.  Bowiem sensowne mówienie o wspólnocie Kościoła albo jest osobiste, zaangażowane, albo staje się takim „dziennikarskim skakaniem od sensacyjki do sensacyjki”. Stąd chciałbym dzisiaj na chwilę zatrzymać się w adwentowej refleksji nad tą cechą Kościoła, która odbierana jest jako najbardziej chyba osobista właśnie, mianowicie nad świętością Kościoła.

 

Tylko Święty Kościół może być naszym domem.

  1. Z wielką pomocą myślę przyjść nam mogą czytania, które przed chwilą usłyszeliśmy. Najpierw to najważniejsze, poetycko ukazane izajaszowe wołanie, wspaniała poezja adwentu, oczekiwania,

Niech się podniosą wszystkie doliny, /a wszystkie góry i wzgórza obniżą; /równiną niechaj się staną urwiska, / a strome zbocza niziną gładką. / Wtedy się chwała Pańska objawi, / razem ją wszelkie ciało zobaczy, / bo usta Pańskie to powiedziały

Żeby na nowo uświadomić sobie źródło tej świętości – tzn. obecność Boga –mój dom może być święty bo Bóg w nim przebywa,

  1. Dlatego Adwent po raz kolejny przypomina o konieczności przygotowania i w konsekwencji św. Piotr może powiedzieć: Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby /On/ was zastał bez plamy i skazy… – wskazując na znaczenie, jakie zresztą nadajemy najczęściej, określeniu święty Kościół – wołanie o gotowość, o zaangażowanie w przygotowanie na przyjęcie Jezusa.

Nie znam nikogo, kto słysząc określenie święty Kościół, w taki naturalny sposób, nie zacząłby zadawać pytań o postawy i zachowania konkretnych ludzi, może trochę rzadziej pytamy się o postawy i zachowania własne. Ale to rzeczywiście jest najczęstszy kontekst mówienia o świętości. Tyle że bardziej o świętości w Kościele (a często o jej braku). Tylko nie możemy zapomnieć, że KOŚCIÓŁ ŚWIĘTY to nie to samo co KOŚCIÓŁ DLA ŚWIĘTYCH.

Dzisiaj w tę adwentową niedzielę musi zabrzmieć stara, znana prawda – ta wspólnota ma prowadzić do świętości, ale nie jest zbiorem ideałów i właśnie taką, złożoną ze słabych, najczęściej, ludzi Pan Bóg wezwał i proponuje budowanie świętego życia.

Nie uda nam oderwać naszego myślenia od skojarzeń z działaniami poszczególnych ludzi – zawsze pewnie będzie pojawiało się pytanie: dlaczego ktoś zrobił źle? Nie dorósł do godności jaką został obdarzony? Dlaczego ktoś dopuścił się niesprawiedliwości, nieuczciwości, nieczystości, choć deklaruje i głosi dokładnie coś przeciwnego? Ale również będą towarzyszyły nam pytania dlaczego choć tak bardzo się staram nic nie wychodzi? Dlaczego cała dobra wola zostaje zniweczona często przez jedno małe wydarzenie?

Więcej, zapewne takie pytanie konieczne są, aby podejmować wysiłek odwrócenia się od zła. Ale powtórzę raz jeszcze: ta wspólnota ma prowadzić do świętości ale nie jest zbiorem ideałów i właśnie taką złożoną ze słabych, najczęściej, ludzi Pan Bóg wezwał i proponuje budowanie świętego życia.

Kiedyś jeszcze w seminarium, z takiej młodzieńczej gorliwości, ośmielałem się krytykować ludzi którzy co niedzielę chodzą do kościoła a zaraz potem postępują tak samo źle: obgadują, kłócą się, niszczą swoje życie… dopiero gdy usiadłem w konfesjonale mogłem odkryć jak bardzo niektórzy z tych krytykowanych przeze mnie ludzie walczy jak lwy żeby nie wracać do popełnionego zła, jak bardzo się wysila i jak często im nie wychodzi… to przecież doświadczenie każdego z nas, tyle ze u siebie trochę łatwiej to docenić. I ośmielę się dzisiaj powiedzieć, że właśnie dlatego zaprosił nas Pan do kościoła ŚWIĘTEGO, abyśmy zobaczyli kierunek naszego życia.

Taki Kościół i tylko taki może być moim domem, bo tylko tam gdzie ukazany jest konkretny cel będę się rozwijał.

Wracając na chwilę do narzucającej się tutaj analogii do domu rodzinnego… doskonale zdajemy sobie sprawę ze w tych podstawowych relacjach między małżonkami, między rodzicami i dziećmi to jasne, konkretne i pełne miłości wymagania pozwalają na wzrost każdemu kto żyje w tej rodzinie. To charakterystyczny, często powtarzany przykład gdy narzeczeni przygotowują się do małżeństwa i zapytać się narzeczonej czego by oczekiwała od narzeczonego, w odpowiedzi czasami usłyszy się: żeby nie pił, był dobry…. Faktycznie taki mężczyzna który na tym narzeczeńskim etapie jest w stanie góry dla ukochanej przenosić usłyszy że ma nie pić i być dobry to, jak mówią niektórzy, z tej rozpaczy może się tylko upić… taki człowiek od którego się nie wymaga nic, po co ma się wysilać… a w konsekwencji nie zrealizuje najczęściej nawet tego nic… podobny mechanizm da się opisać w każdej relacji rodzinnej, wychowawczej…

Dlatego do grzesznika zostało skierowane zaszczytne zaproszenie do Kościoła Świętego, aby nie uznał, że może jest i byle jak, ale też się jakoś uda – zasadne są pytania o konkretne dzieła ludzi w Kościele, po to aby przypomnieć o ideale – o wezwaniu do świętości, ale też po to żeby zobaczyć własne dotychczasowe  zaangażowanie. Bo ta świętość to nie jest jakiś pomysł dla innych: starajcie się, aby /On/ was zastał bez plamy i skazy… tak bardzo każdy z nas musi się starać aby zgorszenie innymi nie stało się przyczyną jego własnego upadku… ostatnio ponowną karierę robi tischnerowskie powiedzenie o tym że nie znał  nikogo kto by odszedł przez Marksa, ale wielu którzy odeszli przez własnego proboszcza – może to i prawdziwa obserwacja i biada gorszycielom, ale zapomina o jednym, że wobec Pana Boga każda decyzja jest osobista i wolna – dlatego tak bardzo każdy musi się starać, aby jego życie dorastało też do ideału, aby jakieś wydarzenie nie usprawiedliwiało słabości.

  1. Kościół moim domem – to ładne hasło, ale to tylko przepełniona Bogiem rzeczywistość, a więc święta pozwoli mi prawdziwie zrealizować siebie, pozwoli autentycznie być dobrym człowiekiem,  pozwoli wreszcie naprawdę zamieszkać tutaj… a miejsce w Kościele znajduje się dla każdego, dlatego mówimy o nim POWSZECHNY – KATOLICKI, ale o tym już, jeżeli taka będzie wola Pana Boga, to w przyszłym tygodniu.

11 grudnia – W powszechnym Kościele znajdzie się miejsce dla każdego (za ewentualne literówki przepraszam)

Czas nieubłaganie biegnie, również jeżeli chodzi o nasze adwentowe przygotowanie, ani się spostrzegliśmy a już trzecia niedziela, w tradycji Kościoła szczególnie podkreślona przez wezwanie RADUJCIE SIĘ – GAUDETE. Przypominająca niejako, iż cel oczekiwania już w zasięgu wzroku, na wyciagnięcie ręki. Można też dzisiaj zadać pytanie na ile katecheza z ubiegłej niedzieli, o świętości otwarła moje serce na spotkanie Jezusa. Bo ostatecznie refleksja nad Kościołem, który jest JEDEN I ŚWIĘTY, a więc nad moją wspólnotą, w której zostaję zaproszony do kształtowania życia na wzór Chrystusa a wiec życia świętego, prowadzi niezmiennie do refleksji nad tym kim właściwie jestem. Owo KIM TY JESTEŚ? staje się autentycznie adwentowym pytaniem skierowanym do każdego z nas osobiście. I dlatego w tę trzecią niedzielę Adwentu chciałbym przez chwilę przyjrzeć się  kolejnemu przymiotowi Kościoła, o którym wyznajemy że jest POWSZECHNY a więc ogarniający każdego.

  1. Tym bardziej, że owo pytanie adwentowe pojawia się również w centrum sceny z dzisiejszej Ewangelii, w odniesieniu do Jana Chrzciciela. Kim ty jesteś? Nie jest zwykłym zaspokojeniem ciekawości, ale wezwaniem do odsłonięcia twarzy, bo sytuacja dojrzała, aby dokonywane czyny nie były anonimowe. Dla Żydów tych biblijnych czasów, czekających na Mesjasza, wyglądających wyzwolenia również politycznego, to bardzo ważne – czy człowiek w wielbłądziej skórze, głoszący radykalne idee jest tym, za którym warto iść, warto ryzykować … czy jest zapowiadanym Mesjaszem. Jan Chrzciciel zostaje zobligowany niejako do określenia siebie i stąd te jego odpowiedzi, które usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii.
  2. Ale też od podobnego wezwania wypada nam dzisiaj rozpocząć refleksję nad Kościołem POWSZECHNYM – bo jeżeli to wspólnota, która otwiera się na każdego to zasadnym pytaniem jest:  kim ty jesteś? skierowane do tego kto w tej wspólnocie jest. Jaka jest twoja twarz? Co myślisz? Co chcesz wnieść do tej wspólnoty? – to nie są pytania dla zaspokojenia ciekawości, albo co gorsza, dla wyłowienia niepasujących elementów… Kim ty jesteś? To fundamentalny warunek bycia razem.

Niedawno przeczytałem przepiękne rozważanie ks. prof. Edwarda Stanka, który podkreśla: Ujawnienie własnej twarzy jest zawsze czynem godnym pochwały, bez względu na to, jaka jest twarz. Ten, kto się na to decyduje, dowodzi odwagi, a ta już jest dużą wartością. Twórcze spory o dobre prawo, o właściwy profil wychowania i inne ważne instytucje społeczne są możliwe dopiero wówczas, gdy poprowadzą je ludzie z odsłoniętą twarzą. Dopiero tacy dyskutanci zajmą odważnie jedno stanowisko i potrafią go bronić lub uznać się za pokonanych, uczciwie przyznając rację stronie przeciwnej. To stwierdzenie dotyczące płaszczyzny życia społecznego w całości można zastosować w odniesieniu do pytania o miejsce w Kościele. Innymi słowy potrzeba najpierw podstawowej uczciwości wobec tego, który jest obok mnie, abym mógł razem z nim iść dalej.

Wszelkie udawanie, przytakiwanie dla świętego spokoju, powtarzanie wyświechtanych sloganów byle tylko brzmiały kościółkowato, bez względu na to co się naprawdę myśli … jest zwykłą nieuczciwością a co więcej uniemożliwia budowanie wspólnoty, bo nie można na dłuższa metę zbudować niczego na braku prawdy, nawet trudnej – to stąd właśnie bardzo często bierze się kondycja naszych parafialnych relacji, bo często zatrzymujemy się na poziomie pod tytułem: żeby dobrze brzmiało i wyglądało.

  1. Nie da się uniknąć analogii do życia małżeńskiego i domowego gdzie możemy obserwować ów mechanizm w bezpośredniej bliskości. Tyle lat pod jednym dachem a jak z obcym człowiekiem… to częste stwierdzenie padające w poradni rodzinnej, tam gdzie pojawia się zaogniony kryzys, gdzie wychodzą na wierzch wszelki żale i pretensje – nie znałem jej/jego po kilkunastu latach wspólnego życia… ale to oznacza tez najczęściej że małżonkowie ci nie podjęli nigdy trudu  poznawania siebie i pokazywania prawdy o sobie. Oczywiście że taka postawa zawsze pociągnie za sobą ogromne ryzyko, najpierw dlatego że pokazując siebie pokazuje również swoje słabe strony a wiec oddaje się w ręce drugiego, powierza swoją słabość ufając że nie zostanie skrzywdzony. Ale także dlatego że to co słabe, niedoskonałe, a czasami tylko niewygodnie inne trzeba też zaakceptować, uznając że nie żyje się z ideałem pod jednym dachem. Że nie zawsze śpiewa się w tej samej tonacji. Czasami przecież chodzi o prawdziwe drobiazgi, gdy nieracjonalnie wręcz obawiają się małżonkowie powiedzieć o swoich drobnych słabościach i błędach, i żyją w paraliżującym strachu przed odrzuceniem, wyobrażając sobie tego swojego męża czy żonę jako jakiegoś potwora który natychmiast ucieknie gdy odkryje niedoskonałość – sprowadzając życie do wielkiego teatru.

Objawić prawdę jest ryzykowne ale nie ma innej drogi budowania wspólnego życia, inaczej żyje się tylko obok siebie a nie ze sobą. Ale też przecież nie jest li tylko ładnym sformułowaniem, że takie właśnie życie, powołane do ofiarowania siebie w całości drugiemu i przyjmowania go takim jaki jest nazywamy MIŁOŚCIĄ MAŁŻEŃSKA a nie jakąś wegetacja we dwoje.

  1. Kościół POWSZECHNY to też miejsce gdzie zaproszony jestem do realizowania miłości która pozwoli mi pokazać siebie takim jaki jestem, odsłonić twarz nawet jeżeli nie jest ona najpiękniejsza ufając że nie zostanie ona opluta. Pewnie jest to w wielu wypadkach ciągle tylko pragnienie. Zacytuje jeszcze raz ks. Stanka Nie należy się obawiać ujawnienia własnej twarzy. Jeśli kogoś nie stać na uczynienie tego publicznie, to winien się zdecydować na to w sakramencie pokuty. To jest ta zdumiewająca instytucja w Kościele katolickim, w której chrześcijanin sprawdza, w jakiej mierze potrafi ujawnić własną twarz przed Bogiem i przed wspólnotą wierzących, którą reprezentuje kapłan. […]Tam bowiem, gdzie [spowiedź] jest praktykowana, wierni maskę traktują jako obce ciało i tęsknią za jej zrzuceniem. Wolą twarz ze skazami, ale własną, bo tylko z nią są prawdziwie szczęśliwi.
  2. Zapewne dzisiaj bardzo jeszcze musimy modlić o to aby taka wspólnota Kościoła mogła zaistnieć w całej pełni, żebyśmy mogli bez obaw stanąć wobec siebie nie bojąc się o sposób w jaki zostaniemy potraktowani, innymi słowy aby ten Kościół stał się moim domem w którym autentycznie będę mógł CIESZYĆ SIĘ PRZEBYWANIEM, ale też trzeba powtórzyć pewną oczywistość, mianowicie takie otwarcie zaczyna się ode mnie, od mojej ryzykownej odpowiedzi na pytanie kim ty jesteś?  I równie ryzykownego przyjmowania odpowiedzi udzielanych przez  braci i siostry stojących obok.

A to z kolei prowadzi do zadania jakie każdy z nas otrzymuje w Kościele nazywanym również APOSTOLSKIM.  Ale to, jak zwykle, jeżeli Pan Bóg pozwoli, temat przyszłego tygodnia.

18 grudnia – Zamieszkałem w Kościele Apostolskim (za ewentualne literówki przepraszam)

  1. Ostatnia niedziela adwentu, przygotowania do świąt pełną parą, w naszej adwentowej refleksji ciągle jeszcze trwamy przy tym istotnym pytaniu z ubiegłej niedzieli: KTO TY JESTEŚ? Bo w gruncie rzeczy, odpowiedź na nie jest zadaniem życia… choć przecież wysiłek odnajdywania własnego miejsca w Kościele to nie jest zadanie na przyszłość, na jutro, bowiem to właśnie teraz Pan Jezus zaprasza mnie i ciebie do zamieszkania w Jego domu, do bycia tutaj na poważnie. I dlatego chciałbym dzisiaj zatrzymać się na ostatnim, w wyznaniu wiary, przymiocie wspólnoty Kościoła, bo to właśnie fakt, iż wyznajemy wiarę w Kościół APOSTOLSKI, staje się szczególnym podsumowaniem tej drogi, którą próbowałem w tegorocznym Adwencie pokazać.
  2. Bo co to znaczy że Kościół jest Apostolski? Podstawowa odpowiedź brzmi: ta wspólnota trwa na fundamencie nauki przekazanej przez Apostołów. To jest gwarancją, że Kościół karmi się Słowem Boga, bowiem przekazują nam to Słowo, ci którzy usłyszeli je bezpośrednio od Syna Bożego – Jezusa Chrystusa, a potem przekazali swym następcom. Katechizmowa definicja mówi o depozycie wiary, który mamy w Kościele, mówi o magisterium, czyli nauczaniu Kościoła, stanowiącym wyznacznik dla naszej osobistej wiary.

Gdy powtarza się często takie sformułowanie: Kościół naucza… kryje się za tymi słowami przekonanie, że prawda, która jest głoszona, swe źródło bierze z nauki Apostołów, oczywiście nie na zasadzie dosłownych cytatów z ich mów, ale znajdując się w naszych czasach, w takiej a nie innej kulturze, społeczeństwie, sytuacji ekonomicznej odczytujemy ten cały kontekst w świetle Słowa Bożego, które dociera do nas poprzez Apostołów. W związku z tym żyjąc w Kościele Apostolskim, nie są uzasadnione wypowiedzi typu: jestem katolikiem, ale niektóre prawdy wiary mnie nie interesują… jestem katolikiem, ale nie zgadzam się z nauczaniem Kościoła co do niektórych aspektów moralności (w podtekście zazwyczaj, z tymi których nie przestrzegam). Takie znaczenie apostolskości sprawia, że ta wspólnota może cieszyć się jednością, w ogromnym zróżnicowaniu pomysłów na życie, w bogactwie różnych form duchowości, sposobów poszukiwania wierności Panu Bogu, jest wspólny fundament – wiara przekazana przez Apostołów. I dlatego obok siebie mogą w tej samej wspólnocie iść tak różni ludzie, więcej czasami nawet w takiej wspólnocie będzie dochodziło do tarcia między tymi wszystkimi pomysłami. Przepraszam za przykład, ale zrozumiałym jest że bardzo tradycyjnie nastawionej osobie, nawykłej do starych dobrych form modlitwy, która bliskość z Panem Bogiem odnajduje w modlitwie różańcowej czy innej tradycyjnej formie może przeszkadzać inna osoba czy grupa, która szuka oryginalnej formy wyrazu swej religijności, może nawet paść słowo krytyki w jedną czy drugą stronę, i nie ma co się spodziewać, że nagle spodoba się to co się nie podoba… ale i tak najistotniejszym kryterium jest czy te osoby pomimo różnorodności przyjmują i wyznają wiarę Kościoła – jeżeli tak, idą w tym samym kierunku, nawet krytykując się nawzajem… w takiej sytuacji pozostają ważne inne kryteria, czysto kurtuazyjne tzn. w jaki sposób swą krytykę się wyraża (ale to już inna sprawa). To w takim Kościele prawdziwie mogę zamieszkać – a hasło Kościół naszym domem, przestaje być sloganem bo mówimy o rzeczywistości, która ma autentyczny fundament. Relacja między ludźmi Kościoła może pozostawiać wiele do życzenia, aż po powiedzenie jak się nie da polubić trzeba pokochać a jednak to szukając wspólnego punktu wyjścia: dogmatów, fundamentalnych zasad postępowania i życia – tj. przykazań tworzę jedną wspólnotę… ZAMIESZKAŁEM W KOŚCIELE APOSTOLSKIM –  i z tego fundamentu wyrasta wspominane przeze mnie wcześniej tak bardzo osobiste wołanie św. Urszuli: Kościele Święty, Katolicki – KOCHAM CIBIE.

  1. Jednak jest jeszcze inne znaczenie jakie kojarzy się z określeniem APOSTOLSKI. I tutaj z pomocą przychodzi dzisiejsza liturgia słowa, a właściwie jej ostatnie zdanie – przepiękny skrót myślowy, podsumowujący scenę Zwiastowania: Wtedy odszedł od Niej anioł. Po całym pełnym napięcia wydarzeniu, w którym dokonuje się cud Wcielenia, gdzie człowiek zostaje zobowiązany do podjęcia decyzji ważącej o wszystkim – dosłownie wszystkim, gdzie pada owo: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa… Anioł pozostawia Maryję samą, zwalniając niejako miejsce dla Jej działania. Pełna łaski… ale nie zastąpiona Bożym działaniem, raczej zaproszona do realizacji wezwania. O nikim na tej ziemi nie możemy powiedzieć tak jak  o Maryi, że w sposób dosłowny niosła w sobie Boga… i to dla tego niesienia Anioł pozostawia miejsce, bo ono dokonuje się w konkretnych warunkach tej ziemi. A jednocześnie anielskie usunięcie się daje nam istotną definicję Kościoła Apostolskiego – niosącego Chrystusa na tej ziemi, apostołującego, a więc głoszącego Dobrą Nowinę. Zamieszkać w takim Kościele to odczytać również to wezwanie…  to zobaczyć własne życie, z takimi możliwościami jakie każdy z nas ma, w służbie niesienia Chrystusa. Nawet jeżeli brzmi to za wzniośle to nie da się tej prawdy pominąć. Właśnie dziś, u końca Adwentu 2011 ukazują się  konkretne zadania, wyznaczane w jakimś sensie przez Liturgię Słowa:

Po pierwsze – zobaczyć  w jakim stanie jest moje sumienie – a więc dobrze przygotowana przez rachunek sumienia,  szczera spowiedź – aby również wśród naszych słabości zabrzmiało – pełna łaski.

Po drugie – zobaczyć co w tej wspólnocie robię, jakie są moje konkretne zadanie, jakie zaangażowanie – aby to maryjne oświadczenie: Oto Ja służebnica Pańska… stało się również moim oświadczeniem

I po trzecie – podjąć konkretne zobowiązania, zaplanować swoją drogę od tego miejsca do nieba, rozważyć czy te propozycje, które daje mi wspólnota parafialna pomogą mi zamieszkać tutaj, czy może trzeba szukać dalej, albo zaproponować swoje pomysły – aby dobrze wykorzystać to puste miejsce zostawione przez Anioła.

  1. Może siedząc sobie w ławce, na ugrzanym i wymoszczonym miejscu, niejeden pomyśli: posłuchamy cię innym razem, albo a niech się inni biorą za apostołowanie, ja już swoje odsiedziałem… można i tak, ale w końcu Chrystus kieruje swoje zaproszenie do każdego z nas i to od nas zależy czy autentycznie zamieszkamy we własnym Kościele czy też zadowolimy się wynajmem po najniższych kosztach. Chciałbym tylko żeby wybrzmiało za proroctwem Natana z pierwszego czytania: Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom… a każda Boża obietnica jest zobowiązująca i nie chciałbym, aby ktokolwiek z powierzonej moje trosce osób, przespał to Boże wezwanie.